Poznań, 2016

Poznań, 2016

środa, 23 marca 2016

Z cywilizowanej wsi do wielkiego miasta

W moim rodzinnym mieście nie można się zgubić. Z każdego skrzyżowania dotrze się do wyznaczonego miejsca. Młodzież spotyka się w jednym miejscu, żeby posiedzieć na hotspocie McDonalda. W dni wolne, w zakończenie roku szkolnego, a nawet w któryś dzień świąt, wręcz roi się tam od ludzi. Nie ma co ukrywać, że brakuje takiego miejsca, w którym można byłoby posiedzieć, wypić dobrą herbatę... I co najważniejsze, żeby wszystko pasowało do tamtejszego życia i miało w sobie to "coś".

Za każdym razem jak tam przyjeżdżam odnoszę wrażenie, że zupełnie nic się nie zmienia. Czasami zdążę zjechać do domu dwa razy w krótkim czasie i okazuje się, że ozdoby świąteczne dalej wiszą na lampach. Znam ludzi, których mijam, wiem gdzie iść i potrafię oszacować ile czasu zajmie dotarcie tam. Mam swoje ulubione miejsca - w tym niezawodną bibliotekę, w której jest zawsze wyprzedaż książek za złotówkę! - znajomych, z którymi spędziłam wiele cudownych chwil... Jednak to nie wystarczy, żeby tam zostać. Bez znajomości i szerokich pleców nie dostaniesz nawet pracy w Biedrze na kasie. Przynajmniej ja odnoszę takie wrażenie. Nie zmienia to faktu, że ciężko jest tam cokolwiek osiągnąć. Z kolei jak wracam do Poznania, mam poczucie, że wracam do miasta, którego tak bardzo szukałam. Nie wiem czy to jedno jedyne miejsce na Ziemi, które jest mi pisane. Równie dobrze może się okazać, że to dopiero początek odkrywania tego poczucia przynależności. Wszyscy wiemy, że nie żyje się łatwo i przyjemnie w miejscu, w którym sami źle się czujemy.

Co robię w Poznaniu? Obecnie pracuję. Złapałam pierwszą lepszą robotę, żeby tutaj zostać. Raz jest lepiej, raz gorzej. Wszystko zależy od dnia, klientów, moich przełożonych. Już nie raz zdarzyło mi się płakać po powrocie do domu. Taka odporność na presję, stres i problemy przychodzi z czasem. Wiem że chwilami bywa naprawdę beznadziejnie, ale to nie świadczy o mnie. Wbrew pozorom mam wysoką samoocenę i poczcie własnej wartości. Byle komu i byle co nie dam sobie wmówić.
Bywa różnie - choćby ze względu na to, że do tej pory mam świadomość, że nie miałam pojęcia w co się pakuję. Ta nieświadomość decyzji pozwoliła mi przetrwać kilka miesięcy, kiedy wszystko waliło mi się na głowę. Sama nie dałabym rady, doskonale to wiem. W szczególności, gdy ciosy szły od moich najbliższych i w nielicznych przypadkach od przyjaciół. Mam ją - dziewczynę, którą kocham najbardziej na świecie. To dla niej ogarniam swoje życie, kiedy najmniej chcę to robić, a ona będąc przy mnie daje mi najpiękniejsze świadectwo swojej miłości. A w dzisiejszych czasach bardzo trudno o kogoś takiego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz